Studentka wrocławskiej ASP Maria Tulżenkowa usłyszała zarzuty karne

Maria Tulżenkowa Studentka wrocławskiej ASP może zostać dłużej w areszcie na Białorusi.

marusia Kolorowe Ptaki.com

Maria Tulżenkowa, studentka wrocławskiej ASP, która niedawno obroniła w Polsce swój dyplom i wróciła do kraju, może zostać dłużej w areszcie na Białorusi.

Maria Tulżenkowa usłyszała zarzuty karne. Zaledwie wczoraj Parlament Europejski zdecydował o tym, że tegoroczną nagrodę Sacharowa otrzyma białoruska opozycja, a już kilka godzin później reżim Aleksandra Łukaszenki podjął decyzję, że Marusia, artystka z wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych pozostanie za kratkami i to z ciężkim zarzutem.

Białoruska prokuratura postawiła jej zarzut organizacji i uczestnictwa w działaniach rażąco naruszających porządek publiczny. Grozi jej za to do 3 lat pozbawienia wolności.

Wcześniej sąd w Homlu zdecydował o umieszczeniu Marii Tulżenkowej w areszcie na 15 dni. Wcześniej przeszukano jej mieszkanie, zarekwirowano laptopa. Przez kilka dni od jej aresztowania, nie pozwolono jej adwokatowi się z nią skontaktować. Jej przyjaciele oraz działacz na rzecz praw człowieka na Białorusi Leanid Sudalenka alarmowali media na Białorusi oraz w Polsce.

W sprawę włączył się adwokat Tomasz Wiliński, który pomagał uwolnić z aresztu polskich studentów na początku protestów na Białorusi, poinformowano także pozarządowe organizacje na Białorusi oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka. Apel do władz Białorusi napisał również rektor wrocławskiej ASP i podpisało się pod nim kilku innych rektorów wyższych uczelni we Wrocławiu.

To wszystko na razie nie przyniosło oczekiwanych skutków. O wszystkim pisaliśmy już na KolorowePtaki.com zaraz po pierwszym zatrzymaniu Marii Tulżenkowej.

Protesty we Wrocławiu

Także w Polsce protestują Białorusini. Na KolorowePtaki.com opowiadaliśmy o Franku Osławskim, który nieprzerwanie wychodzi z białoruską flagą na wrocławski Rynek od początku protestów w kraju. Już nazywa się go wrocławską Niną Bagińską.

To rzecz jasna przenośnia, ale za to bardzo trafna. Franek od początku protestów na Białorusi, z wielką wytrwałością organizuje manifestacje we wrocławskim Rynku. I choć od dawna nie pojawia się na nich już żaden z miejskich oficjeli, tłumy ludzi nie robią sobie tzw. selfie z białoruską flagą, to jednak wciąż kilka osób z determinacją codziennie opowiada o tym, co dzieje się na Białorusi.

– Zaangażowałem się w protesty, bo trzeba obalić Łukaszenkę. Od 26 lat o to walczymy, ale czuję też że to po części moja wina. Wcześniej nie chodziłem na wybory, jak wielu innych Białorusinów. Wiem, że dołożyłem swoją cegiełkę do tego, że reżim jest dziś tak silny. Nie głosowałem, a teraz, kiedy chciałem zagłosować, to mnie nie dopuścili do urny. Tak dalej być nie może – mówi nam Franek Osławski.

Co się dzieje na Białorusi?

Na Białorusi z absurdalnych powodów nieustannie aresztowani są manifestanci. Na początku protestów, niedługo po wyborach, w których według oficjalnych danych zwyciężył Aleksander Łukaszenka, policja zatrzymała zagranicznego obserwatora Artema Vazenkova. O tym także pisaliśmy na www.koloroweptaki.com.

Kilka dni temu aresztowano artystkę, absolwentkę wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Została skazana na 15 dni aresztu, ale jej znajomi obawiają się, że to nie koniec represji. Więcej najnowszych informacji znajdziecie na stronie TV Wrocław.

Studentka ASP we Wrocławiu w więzieniu

Maria Tulżenkowa dwa tygodnie temu obroniła pracę magisterską na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Zaraz potem absolwentka ASP zdecydowała się wrócić na Białoruś.

– Po powrocie zatrzymano ją niemal od razu. Ze względu na jej aktywność społeczną oraz w internecieProtestowała we Wrocławiu w geście solidarności z Białorusią – mówią jej znajomi.

Protesty na Białorusi rozpoczęły się 29 maja 2020 w Mińsku i niedługo później rozlały po całym kraju. Na początku była to reakcja na aresztowanie opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich. Nasiliły się jeszcze po opublikowaniu rządowych wyników tych wyborów 9 sierpnia 2020 roku. Najpierw protestujący chcieli uczciwego przeliczenia głosów, ale siły bezpieczeństwa próbowały siłą rozpędzić demonstrantów. Użyto m.in. gazu łzawiącego, granatów hukowych, armatek wodnych oraz gumowych kul i opancerzonych pojazdów.

Protesty trwają do dziś, a Aleksander Łukaszenka niedawno potajemnie mianował się prezydentem kraju. Niedługo później za Swietłaną Cichanouską dyktator wystawił list gończy. Zdaniem wielu manifestujących, to właśnie ona wygrała wybory prezydenckie na Białorusi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *