Prof. Krzysztof Simon: „Były na mnie już trzy wyroki śmierci”

na zdj. prof. Krzysztof Simon / fot. Janusz Krzeszowski

Profesor Krzysztof Simon, ordynator I Oddziału Zakaźnego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu, członek rady medycznej przy premierze Mateuszu Morawieckim, podsumowuje rok trwania pandemii koronawirusa w Polsce. Pytamy go o szczepionkę AstraZenecka, która budzi wątpliwości niektórych ekspertów, a także o teorie spiskowe narosłe wokół epidemii COVID-19, czy też o przewidywane skutki działania wirusa. – Jeśli nie będziemy traktować sytuacji poważnie, to czeka nas masakra ludności większa niż w czasie II wojny światowej. W 10 miesięcy może nam ubyć 120 tysięcy obywateli – wylicza profesor Krzysztof Simon. Lekarz nie unika także uszczypliwości w stronę prezesa Prawa i Sprawiedliwości i krytykuje działania rządu wobec Strajku Kobiet.

Piotr Kaszuwara, KolorowePtaki.com: Panie profesorze. Ja mam maskę. Dlaczego Pan jej nie ma podczas naszej rozmowy?

Prof. Krzysztof Simon: Jestem zaszczepiony i mam określony poziom przeciwciał, a Pan redaktor ma maskę i utrzymuje Pan bezpieczny dystans, co oczywiście jest bardzo ważne w kontekście aktualnej epidemii.

Epidemia trwa już blisko rok. Od blisko 12 miesięcy lekarze stoją na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Początkowo był ogromny chaos. Brak sprzętu, brak maseczek, ludzie szyli je chałupniczo dla lekarzy, był brak leków, brak wiedzy. Generalnie wszystko co mogło pójść źle, poszło źle.

Przebiega to wszystko falami. Zaczęło się faktycznie od braku naszej wiedzy, o tym, jak to wszystko będzie wyglądało. No bo skąd mieliśmy to wiedzieć. Mieliśmy wcześniej oczywiście do czynienia z zapaleniem płuc, ale w zupełnie innym przebiegu. Na to nałożyło się kompletne nieprzygotowanie państwa na epidemię i jego struktur na taką skalę wydarzeń. Brakowało rzeczywiście wszystkiego, czego by tylko nie wymyślić. Później był etap bardzo dobrej współpracy z marszałkami, wojewodami i jakoś nam się to rozruszało.

No i lockdown w momencie, kiedy mieliśmy kilka lub kilkanaście przypadków zakażeń dziennie w całym kraju.

Ten lockdown był jak najbardziej słuszny i od początku go popierałem. Niestety fatalną była decyzja poluzowania tych restrykcji, no i konsekwencje nieprzestrzegania jakichkolwiek zasad bezpieczeństwa przez społeczeństwo. Do tego brak egzekwowania łamania ustalonych, choć bardzo liberalnych w moim odczuciu reguł i skończyło się katastrofą. Po wyborach, we wrześniu 2020 roku służba zdrowia praktycznie się załamała. Myśmy kompletnie nie dawali rady, nie było gdzie kłaść pacjentów. Byliśmy dosłownie na granicy upadku. Kładzenie jednych, wypisywanie drugich… Przełożyła się na to duża skala zgonów.

Teraz jest lepiej?

Trochę to wszystko spowolniło, właśnie ze względu na wprowadzenie restrykcji i zrozumienie przez dużą część ludzi, że trzeba je po prostu utrzymywać. Niestety nie przez całość społeczeństwa.

W każdym kraju są przeciwnicy wprowadzania obostrzeń.

Proszę Pana, tu bywali i tacy łajdacy, którzy zrywali maski ochronne naszym lekarzom. Wciąż są tacy, którzy twierdzą, że wirusa nie ma, inni że nie trzeba się chronić, że absurdalne są hospitalizacje, czy izolacje. Teraz mamy falę walki ze szczepionkami. Bzdury i absurdy. Drażni mnie to bardzo.

Specjaliści nie mają żadnych wątpliwości, co do dostępnych szczepionek?

Ja od antyszczepionkowców otrzymałem już trzy wyroki śmierci. Pojawiają się nawet jakieś obrzydliwe informacje o tym, jakobym ja promował i sprzedawał jakieś leki, dla własnego zysku. Niech mi Pan powie, gdzie się rodzi taka grupa łajdaków i łobuzów? W tym wypadku policja jakoś nie działa błyskawicznie. Najlepiej to bić pałkami kobiety.

Czytaj także: Strajk Kobiet: Dzień numer zero

A Pan to zgłaszał?

Tak i te sprawy o nawoływanie do zabójstwa się toczą. Ale nie jestem jedyny. Wszyscy, którzy zasiadają w radzie medycznej przy premierze, otrzymują takie groźby. Chyba jest jakieś przyzwolenie na tego rodzaju zachowania.

Może dlatego, że mało kto ma okazję wejść na oddział covidowy i zobaczyć, jak wygląda praca lekarzy.

I nie życzę nikomu, żeby tam się znalazł.

I ja też nie, dlatego chciałem prosić, żeby to Pan nam powiedział, jak to wygląda w środku.

Ustaliliśmy pewne zasady działania. Oparliśmy je na piśmiennictwie i na ogromnych, własnych już doświadczeniach. Leczymy wirusa znacznie lepiej niż wcześniej. Mój zespół jest bardzo dobrze przeszkolony. Staramy się też tępić błędy, jakie pojawiają się poza specjalistycznymi ośrodkami.

Jakie błędy?

Proszę Pana, jak się leczy zakażenie wirusowe COVID-em, podając Azytromycynę i Deksametazon na początku, a jeszcze niektórzy podają Amantadynę, no to ci pacjenci w marnym stanie do nas przychodzą. Chcę to wyraźnie powiedzieć, bo to są absurdy z założenia. Jeden nakręca spiralę wirusa, drugi w ogóle nie działa, a trzeci antybiotyk na wirusa też nie działa, jako taki. Ci ludzie, wulgarnie mówiąc, zamiast otrzymać profesjonalne leczenie, to są „marynowani” w domach. Nie poprawia się i zamiast szybko do nas trafić, to ich prawidłowe leczenie jest w ten sposób opóźniane. Zmiany w płucach są już wtedy tak zaawansowane, że nie jesteśmy w stanie ich uratować.

Skądś jednak wziął się ten pomysł na leczenie…

Azytromycynę na początek wirusowego zapalenia płuc? Absurd! Nie wiem, kto w tym kraju się na to uparł. Równie dobrze można by podawać ludziom talk i wodę utlenioną. Ani jedno, ani drugie nie działa.

Za to żeby tych ludzi ratować i wymyślać sposoby leczenia, lekarze pracujący przy pacjentach covidowych dostają od listopada 2020 roku 100 procent więcej pensji. To zachęca do pracy? Bo był problem z personelem. W końcu to ogromne ryzyko, a pamiętamy też, że było plucie na samochody, listy do lekarzy, żeby nie roznosili śmierci… a wielu z Was nie wracało wtedy do domów, do rodzin.

Ryzyko jest wszędzie. Chociaż rzeczywiście na oddziałach dedykowanych ludzie bezpośrednio narażają swoje życie i zdrowie. Przez dłuższy okres czasu tych dodatków nie było. W tej chwili są i w naszym szpitalu są wypłacane regularnie. Rzeczywiście są one cenne i są zachętą do dyżurowania, bo wielu lekarzy dyżuruje więcej.

Czytaj koniecznie: Lek na COVID. Odkrycie profesora Marcina Drąga

Ze względu na pieniądze?

Nie. Bo muszą. Część ludzi odpadła, ponieważ argumentem było to, że służba zdrowia jest nieprzygotowana, część starszych boi się i też odeszli, część zachorowała, część zmarła, inni są inwalidami. Dlatego mamy deficyt i pozostali muszą pracować więcej. Przypomnę Panu, że mamy różne schorzenia, nie tylko COVID. Musimy mieć więc co najmniej dwóch pracowników, żeby jakkolwiek nad tym panowali. Nie chodzi o czynne zakażenie lekarzy w tej chwili, bo przecież wielu już jest zaszczepionych albo już to przechorowała, ale o roznoszenie wirusa.

Jakie jest dziś obłożenie szpitala?

W tej chwili mamy około 2/3 obłożenia. Staramy się to redukować oczywiście poprzez wysyłanie zdrowych ludzi do domów, czy do innych ośrodków, jeśli sytuacja na to pozwala. Niestety część pacjentów też umiera.

Da się określić, kto najczęściej umiera?

Nie oszukujmy się, najwięcej jest ludzi starszych i schorowanych. Ale nie tylko. Dziś to policzyłem. Na 20 pacjentów na oddziale, tylko pięciu mam powyżej 70 roku życia. Część z nich przebywa na takiej połowicznej intensywnej terapii i muszą przyjmować tlen. Nie mniej jednak ci starsi rzeczywiście częściej umierają. W ostatnich tygodniach prawie codziennie podpisywałem akt zgonu. Pan myśli, że to nie jest dla nas trudne? Staramy się zrobić wszystko, co możliwe, żeby ci ludzie przedwcześnie nie odchodzili. Bo zasłużyli swoją ciężką pracą na długie życie. Nigdy nie brali 500 plus za picie piwa i nieróbstwo. Pewnie Pan wytnie ten fragment.

Dlaczego?

Bo to niepoprawne politycznie, a prawda jest taka, że całe wioski siedzą, piją piwo i nic nie robią tylko chwalą swojego przywódcę… i mówi to facet, który popiera Niedzielskiego, wszędzie i jak może (Adam Niedzielski, minister zdrowia RP – red.) i Morawieckiego (Mateusz Morawiecki, premier RP – red.), w tym aspekcie medycznym. Pan to wszystko nagrywa?

Tak.

… i nie toleruję pomysłów Pana Kaczyńskiego. On jest niemożliwy. Rano spotkanie opozycji, niech się kłócą, ale jest jakaś nić porozumienia, a wieczorem atak na kobiety. I tak to na okrągło wygląda. To nie jest czas na robienie awantur. To czas na zgodę narodową, jednoczenie się i walkę przeciwko pandemii.

Zmieniając temat Panie Profesorze, jeśli Pan pozwoli.

Proszę bardzo.

Szczepienia. Niedawno wiele osób nie chciało się szczepić, bo chipy Billa Gates’a…

To są proszę Pana teorie z pogranicza psychiatrii.

… no tak. Ale po tym, jak zaszczepiono kilku celebrytów, to nagle w niektórych rozgorzała chęć szczepień. Pytanie mam jednak poważne, bo pojawiają się nowe wersje wirusa. Odmiana brazylijska, południowo-afrykańska, brytyjska. Te wersje wirusa są bardziej zjadliwe. Czy szczepionki, które mamy obecnie na rynku są tak samo skuteczne wobec nich?

Takie same dyskusje toczymy podczas spotkań rady medycznej przy premierze, której jestem członkiem. Zdania są tam różne i podzielone. Jeśli jednak chodzi o jakość szczepionek, to nie jesteśmy podzieleni. Wszystkie szczepionki dostępne na rynku są dobre i zaakceptowane przez właściwe organy. Nie wszystkie są produkowane w ten sam sposób. Jeśli chodzi o AstraZeneca to rzeczywiście nie do końca sprawdzono jej skuteczność wobec osób powyżej 60. roku życia.

Czytaj, co na temat szczepionki AstraZeneca donosi Reuters

RPA wstrzymało szczepienia tą odmianą szczepionki, ponieważ nie ma potwierdzenia jej skuteczności wobec południowo-afrykańskiej odmiany koronawirusa.

My jako rada medyczna przy premierze podjęliśmy decyzję, żeby szczepić tym co jest dostępne i jest dostępne szybko. Chcemy zaszczepić nauczycieli, żeby móc szybko uruchomić szkoły. Inne dyscypliny mogą czekać, ale jeśli zaczną działać szkoły, to rodzice będą mogli wrócić do pracy. Chodzi oczywiście o aspekt ekonomiczny.

Wszystkiego nie uda się pogodzić, bo szczepionek jest po prostu za mało. Dobrze, że są w ogóle, bo myśmy ich o mało całkiem nie przegapili przez te jesienne awantury z Unią. Dzięki Mateuszowi Morawieckiemu te szczepionki udało się uratować. Można się premiera czepiać o tysiące rzeczy, ale nie o to, bo to się udało uratować. Pan minister Michał Dworczyk robi co może, żeby to działało. Nie jest tak, że wszyscy nawalają.

No, ale co z tymi szczepionkami?

Oczywiście nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby je przyjmować. AstraZeneca potrzebuje jeszcze kilku dodatkowych badań, co do skuteczności. Nie mniej opowiadanie takich bzdur jak Ordo Iuris, że używa się do ich produkcji abortowanych ludzkich płodów… kto to proszę Pana wymyśla? To jest absurd i nadaje się do leczenia. Wystarczy zajrzeć w białą księgę koronawirusa, którą napisaliśmy wspólnie z wieloma specjalistami. Stamtąd proszę czerpać wiedzę.

To znaczy, że lepiej mieć jakąkolwiek odporność zapewnioną przez jedną wersję szczepionki, niż czekać na inną szczepionkę, ale z zerową odpornością?

Po pierwsze, bo pyta Pan nadal o AstraZeneca, szczepionka o skuteczności powyżej 60 procent jest dobrą szczepionką. Wiele szczepionek tak działa. Po drugie nie chodzi tylko o zabezpieczenie przed zakażeniem, ale też o przebieg choroby. AstraZeneca rzeczywiście ma mniejszą skuteczność zapobiegającą, ale znakomitą jeśli chodzi o zmniejszenie ciężkości przebiegu choroby, a dotyczy to przecież grupy ludzi młodszej wiekiem, więc akurat pasująca w naszym przypadku.

Są jednak wątpliwości, że taka skuteczność jest wystarczająca.

62, 64 procent to jest bardzo dobra skuteczność. Nawet szczepionki na grypę, których w tym sezonie brakuje, miały skuteczność 49 procent. Tylko, że Polska się nie szczepiła i dlatego mamy cztery razy więcej zapaleń płuc i zgonów w sezonie niż Niemcy na 100 tys. mieszkańców. Ale my zawsze jesteśmy mądrzejsi od wszystkich dookoła.

Jeśli chodzi o liczbę szczepień przeciw COVID, to jak wypadamy na tle Europy? Jest tragedia?

Żadna tragedia. Jest po prostu za mało szczepionek. Epidemia trwa, ludzie masowo umierają, trzeba się szczepić, ale jak Pan pamięta opór społeczny był duży. Jeśli chodzi o tempo szczepień w Polsce i w Europie, to kluczową rolę gra dostępność szczepionek. Wszystkie kraje się na nie rzuciły. Dobrze, że niektórzy politycy nasi lokalni nam nie zablokowali tej możliwości w ogóle, ale jednocześnie jedna firma nagle wywinęła numer i przerwała linię produkcyjną. Mieliśmy dostawać milion tygodniowo, dostajemy 300-400 tysięcy.

Moderny też nie dostarczono, nie wiadomo dlaczego. Pewnie poszły na inne rynki, które więcej zapłaciły. Proste.

Jest wspomniana już AstraZeneca, którą wyszczepiono Wielką Brytanię i część Francji. Za chwilę będą kolejne, oparte na dobrych i wiarygodnych badaniach. Jeśli będziemy natomiast liczyć na tzw. odporność stadną, to skończy się to stratami większymi, jak we wrześniu 1939 roku. Mamy dziennie 400 zgonów. W 10 dni to już 4000. W miesiąc robi nam się 12 tysięcy. To jest pobojowisko. Po 10 miesiącach takiego tempa będzie w Polsce o 120 tysięcy osób mniej.

Powoli zaczyna się pojawiać turystyka szczepionkowa. Były oferty wyjazdów do Arabii Saudyjskiej. Bardzo drogie, bo za kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale jednak. Pierwsi oszuści już oferują szczepionki poza kolejką.

Ciekawe skąd je mają? Konsekwencje działań takich oszustów widać np. na Ukrainie, gdzie co druga osoba choruje na odrę, choć niby szczepienie przyjęła. Patrząc na skalę, łatwo się domyślić, że połowa była szczepiona wodą. Pewnie części z turystów szczepionkowych uda się zdobyć prawdziwą, ale jaki to będzie procent…

Jeśli więc na szczepionkę musimy tak długo czekać, to czy jest jakiś inny lek na koronawirusa? Co z osoczem ozdrowieńców? Już długo używają go Państwo do leczenia pacjentów.

Wnioski mamy mieszane. Nie każdy, kto łagodnie przejdzie chorobę, ma wystarczająco dużo przeciwciał, żeby jego osocze było pomocne. Obiektywnie mówiąc, u części pacjentów się to leczenie sprawdza, oczywiście podane odpowiednio szybko, a u części reakcji nie ma żadnej. Nie mniej jest to jedna z metod leczenia. Gdybyśmy tego nie stosowali w ogóle, to byśmy tych pacjentów tracili jeszcze więcej.

prof. Krzysztof Simon
na zdj. prof. Krzysztof Simon / fot. Janusz Krzeszowski

Piotr Kaszuwara

Dziennikarz. Od wielu lat współpracownik wielu polskich redakcji. Między innymi Polskiego Radia we Wrocławiu, Programu 1, 2 oraz 3 Polskiego Radia, Money.pl, Polsat News i Onet.pl,.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *