David Bowie był kosmitą, a karierę pierwszy raz zakończył tuż po jej rozpoczęciu. Teraz znów wraca dzięki HBO

David Bowie na scenę wychodził w sukienkach, szprycował się niezliczonymi ilościami kokainy i nie pamiętał nawet, kiedy nagrał płytę Station to Station. Mimo że miał dwie żony, nigdy jasno nie określił swojej orientacji seksualnej. Często zmieniał zdanie na ten temat, tak samo jak zmieniał swój muzyczny styl. Jego postać powraca, dzięki najnowszej produkcji HBO.

Bowie zawsze potrafił powrócić w wielkim stylu. Brytyjski muzyk schodził ze sceny i wracał na nią kilka razy. Po raz pierwszy obwieścił koniec kariery tuż po jej rozpoczęciu, w 1973 roku. Po koncercie w londyńskim Hammersmith Odeon, umarło jedno z wcieleń Bowiego – Ziggy Stardust. Kolejny raz Bowie żegnał się z fanami na początku lat 90., kiedy wyjechał w trasę koncertową, reklamowaną jako ostatnia. O sceniczną śmierć artysta otarł się także podczas koncertu w Pradze. Dostał zawału serca. Ostatni raz pożegnał się z fanami dwa dni po wydaniu ostatniej płyty Blackstar. Zmarł 10 stycznia 2016 roku.

Powrócił jednak w 2021, przypomniany przez twórców najnowszego serialu HBO na bazie książki My, dzieci z Dworca ZOO. W produkcji Bowie wraca, jak heroina, od której nie mogą się uwolnić główni bohaterowie.

Wiele osób nie spodziewało się już jego powrotu, gdy 8 marca 2013 roku ogłosił, że za kilka dni pojawi się nowa płyta. Bez wątpienia The Next day był produktem artysty powolnie podsumowującym własną twórczość.

Pierwszy utwór Where we are now? nawiązuje tekstowo i muzycznie do tzw. okresu berlińskiego, ale prawie każdy kolejny jest nagrany w innej stylistyce, co komponuje się z historią całej twórczości Bowiego.

Mamy więc na płycie kawałki ocierające się o hard rock, jak You Will, ballady z elementami muzyki klasycznej, jak You Feel So Lonely You Could Die oraz głęboko bluesowe, jak Dirty Boys. Mniej za to na krążku elektroniki. Po prostu next day.

Właśnie przez wzgląd na wysoki poziom artystyczny i koncepcyjność, Bowie zawsze uznawany był przez krytykę za muzyka, któremu udało się z muzyki popularnej stworzyć prawdziwą sztukę.

Posłuchaj piosenki Where we are now? Davida Bowiego:

Tak David Bowie został kosmitą

Choć muzyk grał na saksofonie, gitarze, fortepianie, koto, mandolinie, altówce i na skrzypcach, a na całym świecie sprzedało się dużo ponad 150 milionów egzemplarzy jego płyt, to we wczesnych latach 60., niewiele osób spodziewało się, że osiągnie taki sukces.

Początkowo Bowie próbował sił w najróżniejszych zespołach bluesowych, ale nie przyniosło mu to grama sławy. Musiał nawet zmienić nazwisko, by przestano go mylić z perkusistą The Monkees, Davym Jonesem.

Czytaj też: “Klip”: Skoro pokazujemy w kinie śmierć, to czemu nie seks?

Pierwsze sukcesy przyszły dopiero, gdy David zaczął występować jako solista. Dzięki temu nie musiał dostosowywać się do żadnego zespołu i mógł tworzyć z charakterystyczną dla siebie nonszalancją. Pierwszym hitem, jaki skomponował był utwór pod tytułem Space Oddity.

Nie zyskał on jednak popularności od razu, ale dopiero podczas reedycji płyty w 1969 roku, tuż przed historycznym lądowaniem człowieka na Księżycu. Piosenka stała się słynna dzięki stacji BBC, która użyła jej jako podkładu dźwiękowego podczas transmisji z lądowania Apollo 11 na srebrnym globie.

Posłuchaj Davida Bowiego, jako kosmity:

Space Oddity opowiada o astronaucie Majorze Tomie. Wyrusza on w kosmos i ginie w tajemniczych okolicznościach. Krytycy interpretowali ją jako opowieść o autodestrukcji i alienacji człowieka. Chociaż przebyłem setki tysięcy mil, czuję, że utknąłem. Mój statek nie zna właściwej drogi (Though I’m past one hundred thousand miles, I’m feeling very still, and I think my spaceship knows which way to go) – śpiewa Bowie.

Słowa, które padają zaraz potem czyli: Kontrola lotu do majora Toma (Ground control to Major Tom), weszły nawet do mowy potocznej. Brytyjczycy często mówią tak do kogoś, kto wyłącza się z dyskusji lub nie wie, co się dookoła niego dzieje.

Ubierał się w męskie sukienki

Przy okazji kolejnej płyty The Man Who Sold the World, David Bowie wykreował nowy wizerunek sceniczny muzyków rockowych. Sprytnie wykorzystując swoją androgeniczną urodę, na okładkę płyty został sfotografowany w sukience, autorstwa awangardowego projektanta mody Michaela Fisha.

Ziggy Stardust 1972 / Kolekcja Jean Paul Gaultier 2013 Michael Ochs Archives

Sceniczny zabieg był zapowiedzią tego, co miało dopiero nastąpić. Dzięki kontrowersyjnemu ubiorowi, David Bowie stworzył własne muzyczne alter ego, które nazwał Ziggy Stardust. Zmienił się także styl muzyczny wokalisty. Zrezygnował z brzmienia psychodeliczno-folkowego i akustycznego na rzecz hardrockowego i glam rockowego, które zapewnił mu Mick Ronson – muzyk uznawany przez magazyn Rolling Stone, za jednego ze stu gitarzystów wszech czasów.

Postać jednego z wcieleń Davida – Ziggiego, wykrystalizowała się jednak dopiero na następnej płycie pod tytułem The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, czyli Wzlot i upadek Ziggy’ego Stardusta i Pająków z Marsa.

Brytyjski muzyk stworzył postać kosmity, który przybył na Ziemię wraz ze swoim zespołem i został gwiazdą rocka, przeżywając przy tym wzloty i upadki. Dla Bowiego był to jednak okres samych wzlotów. David Buckley pisał w swojej książce pod tytułem Strange Fascination – David Bowie: The Definitive Story, że Ziggy Stardust stał się dla brytyjskiego wokalisty katapultą do sławy.

Czytaj też: Kapelusz – zanim kupisz, naucz się, jak go nosić

fot. kuruantigenic / Flickr / CC BY-SA 2.0

Bowie zanurzył się w postać wyimaginowanego kosmity do tego stopnia, że przez kolejne dwa lata mówił jak Ziggy, ubierał się jak Ziggy i żył jak Ziggy. Włosy farbował na kolor czerwony, zakładał dziwaczne kreacje i w pewnym momencie zaczął mieć prawdziwe problemy psychiczne przez długotrwałe wcielanie się w rolę. Mówił nawet, że poza sceną jest robotem. Na scenie muszę pokazywać emocje. Pewnie, dlatego wolę ubierać się jak Ziggy niż być Davidem – mówił Bowie, o czym wspomina Christopher Sandford w książce Bowie: Loving the Alien. Ziggy lubił wybiegać na scenę w przepasce sumo lub uprawiać seks oralny z gitarą, aż do symbolicznej śmierci 3 lipca 1973 roku w londyńskiej hali Hammersmith Odeon. Wtedy właśnie Bowie po raz pierwszy ogłosił koniec kariery.

Człowiek, który spadł na Ziemię

Kolejny album, nagrany już bez udziału kosmitów, pod tytułem Aladdin Sane, opowiada o rozpadzie współczesnego społeczeństwa i opisuje psychiczny stan artysty. Śmierć Ziggiego wpłynęła mocno na wizerunek Davida, ale również i na jego styl muzyczny, który zaczął ewoluować w stronę soul, funk i pop.

Po przeprowadzce do Nowego Jorku, w 1974 roku Bowie nagrał płytę inspirowaną twórczością Georga Orwella, pod tytułem Diamond Dogs. Album, dzięki takim utworom jak Rebel Rebel, szybko znalazł się na pierwszym miejscu list przebojów w Wielkiej Brytanii i na piątym w Stanach Zjednoczonych. Muzyk wyruszył wtedy w bardzo wyczerpującą trasę koncertową Diamond Dog Tour, a przez swoje emocjonalne problemy i styl życia typowy dla gwiazdy rocka, wpadł w uzależnienie od kokainy. Po latach żartował, że album nagrany podczas tej trasy, pod tytułem David Live powinien mieć tytuł David Bowie żyje i ma się dobrze, ale tak naprawdę żyje tylko w teorii (David Bowie Is Alive and Well and Living Only In Theory).

Posłuchaj utworu Rebel Rebel:

Przez narkotyki jego muzyka zaczęła stawać się coraz bardziej psychodeliczna. W 1975 roku zagrał po raz pierwszy w filmie. Była to produkcja Nicolasa Roega, pod tytułem Człowiek, który spadł na Ziemię. Bowie zagrał rolę kosmity, który przybył na Ziemię w poszukiwaniu wody. Muzyk stworzył wtedy także nową kreację artystyczną, w którą postanowił się wcielić. W 1976 roku zaczął występować na scenie, jako Thin White Duke. Zaczął też coraz mocniej odjeżdżać.

Jego biograf, David Buckley, pisał, że muzyk funkcjonował tylko dzięki mleku, czerwonej papryce i kokainie. Thin White Duke był zawsze ubrany w białą koszulę, czarne spodnie i kamizelkę, ale w środku był pustym, oszalałym arystokratą oraz amoralnym zombie, jak określano go w tym czasie.

Zobacz, jak wyglądał Thin White Duke:

Kilka razy zmieniał zdanie, co do swojej orientacji seksualnej. Raz twierdził, że jest biseksualistą, a raz, że zdeklarowanym heteroseksualistą. Podczas jednego z wywiadów, jakiego udzielił telewizji London Weekend Television, jak pisze David Buckley, Bowie tylko bełkotał, a z jego słów trudno było wyciągnąć jakiś sens. 1976 rok był czasem, kiedy Bowie przedawkował kokainę kilka razy i tylko łut szczęścia sprawił, że udało się go uratować.

Kokaina zawładnęła nim do tego stopnia, że Bowie nie panował już nad tym, co robi. Oskarżano go wiele razy o propagowanie faszyzmu. Został nawet zatrzymany na polsko-rosyjskiej granicy pod zarzutem posiadania symboli nazistowskich, a później sfotografowano go jadącego kabrioletem z otwartym dachem, salutującego w faszystowskim geście. Bowie tłumaczył później, że fotograf uchwycił go w połowie ruchu albo wykrętnie odpowiadał, że był to trudny okres w jego życiu. To właśnie wtedy stworzył słynną płytę Station to Station, której nagrywania, jak mówił później, w ogóle nie pamiętał.

Miał fryzurę jak księżniczka Diana

Aby uchronić się przed postępującym uzależnieniem i ustabilizować nadszarpniętą psychikę, Bowie postanowił opuścić USA i przenieść się na powrót do Europy. W 1976 roku trafił do Berlina, gdzie wspólnie z Brianem Eno i Tonym Viscontim nagrał, przełomowe dla swojej twórczości albumy, nazywane Berlin Trilogy. Powstały wtedy płyty LowHeroes i Loadger, a jego muzykę komentowano tak: Jest nowa fala, jest stara fala i jest David Bowie. Był to zarazem slogan reklamowy dla płyty Low. Znalazła się na niej między innymi piosenka pod tytułem Warszawa, która stała się inspiracją dla kilku brytyjskich muzyków, którzy właśnie tak chcieli nazwać swój nowopowstały zespół. Ostatecznie zdecydowali się jednak na nazwę Joy Division.

Dowiedz się więcej: To działa na kobiety, ale musisz być jak komandos i siostra miłosierdzia w jednym. Kosmetyki dla mężczyzn biją rekordy

Piosenka tytułowa z płyty Heroes nawiązywała tekstowo do czasów zimnej wojny i podzielonego murem Berlina i stała się jednym z największych przebojów Bowiego. Z kolei na krążku Loadger usłyszymy takie utwory jak Look Back In Anger czy Boys Keep Swinging.

Zaraz po nagraniu tych trzech płyt, artysta postanowił podsumować swoją twórczość i skomponował Scary Monsters (and Super Creeps), w której wracał do wątków z pierwszej płyty Space Oddity oraz postaci majora Toma. Brytyjski muzyk zerwał z narkotykami i zaczął kreować się na supergwiazdę i dżentelmena, choć krytycy określali go jako człowieka ubranego w garnitur księcia Karola, z fryzurą księżniczki Diany.

Posłuchaj Warszawy Davida Bowiego:

Pod koniec lat 80. Bowie wyprodukował jeszcze kilka innych płyt, ale nie były one dobrze przyjmowane przez krytykę. Za jedną z nich pod tytułem Never Let Me Down, muzyk nawet przepraszał swoich fanów.

Na początku lat 90. Bowie ponownie ogłosił koniec kariery i ostatnią trasę koncertową. Tak się jednak nie stało i w 1993 roku wydał kolejną płytę pod tytułem Let’s… to Black Tie White Noise, na której znów eksperymentował ze stylem. Pojawiły się tam utwory czerpiące inspirację z hip hopu, jazzu i soul. Po niej Bowie znów zapragnął zmian i nastąpił zwrot w jego twórczości. Wydana w roku 1997, płyta Earthling była mieszanką muzyki jungle i drum and bass.

fot. naturalflow / Flickr / CC BY-SA 2.0

Choć wydano go po 11 września 2001 roku, to na płycie nie znalazły się utwory nawiązujące do ataków terrorystycznych na Wolrd Trade Center. Wielu fanów tego oczekiwało, bo przecież byli przyzwyczajeni, że muzyka Bowiego zawsze odnosi się do ważnych wydarzeń. Sam wokalista bronił się w jednym z wywiadów mówiąc, że podczas przygotowywania albumu był jedną nogą w wydarzeniach z września. To sprawiało, że album był bardzo trudny do dokończenia. Znajdują się więc w nim wskazówki, które mogą nawiązywać do tych wydarzeń, ale nie mają one rozwiązywać żadnej traumy. 11 września odcisnął się wielkim piętnem na mnie i na mojej rodzinie, ale żyjemy tutaj – powiedział David Bowie.

Podczas ostatniego w dotychczasowej karierze światowego turnee promującego płytę Reality, w 2004 roku David Bowie przeżył atak serca. Lata hulaszczego trybu życia w końcu musiały dać mu się we znaki i z koncertu w Pradze zabrała go karetka. Od tego czasu nie widzieliśmy go na scenie. Nie wydawał też nowych płyt.

Dlatego The Next Day z 2013 roku był tak niecierpliwie wyczekiwanym krążkiem. Ostatnią płytą jaką nagrał Bowie był krążek Blackstar. Album zebrał bardzo dobre recenzje krytyków i dotarł na pierwsze miejsce na listach bestsellerów w ponad 20 krajach. W dziesięciu zdobył status złotej lub platynowej płyty.

David Bowie zmarł na raka wątroby dwa dni po premierze krążka i dwa dni po swoich 69 urodzinach. Where we are now?

Piotr Kaszuwara

Dziennikarz. Od wielu lat współpracownik wielu polskich redakcji. Między innymi Polskiego Radia we Wrocławiu, Programu 1, 2 oraz 3 Polskiego Radia, Money.pl, Polsat News i Onet.pl,.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *