80 milionów kardynała Henryka Gulbinowicza

Jest 3 grudnia 1981 roku. Z siedziby “Solidarności” we Wrocławiu wychodzi trzech mężczyzn. Mają przy sobie puste teczki. Wsiadają do podstawionego busa z przemalowanymi tablicami. Jadą do Banku Narodowego. Niedługo puste walizki są pełne forsy. 10 dni przed ogłoszeniem stanu wojennego “Solidarność” ukradła komunistom 80 milionów złotych (red. tak mówiła ówczesna propaganda). Jaką rolę odegrali w tej historii kardynał Henryk Gulbinowicz i Tomasz Surowiec? Ich nazwiska wymieniane są w aktach PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa na mikrofilmie dot. rozpracowywania byłego metropolity wrocławskiego. Kardynał Henryk Gulbinowicz zmarł 16 listopada 2020 roku o godzinie 10.40 we Wrocławiu.

W chłodny czwartkowy poranek to Józef Pinior, Piotr Bednarz i Tomasz Surowiec wieźli gigantyczne, jak na owe czasy, pieniądze w nieznanym Służbie Bezpieczeństwa kierunku. Kilka dni później wszystkie fundusze zdelegalizowanej “Solidarności” zostały przejęte przez komunistyczną władzę. Oprócz tych wrocławskich.

Aż do 30 grudnia władze PRL nie wiedziały, że z konta we wrocławskim oddziale Banku Narodowego wyparowała taka suma pieniędzy. Kiedy informacja do nich dotarła, od razu ruszyły poszukiwania “skradzionego” majątku.

Kardynał Gulbinowicz a SB

Na początku sierpnia 1981 roku pułkownik Służby Bezpieczeństwa Czesław Wiejak spotyka się z arcybiskupem wrocławskim. Funkcjonariusz chciał przedstawić księdzu niektóre przeszkody, na jakie ówcześnie napotykał rząd, a także podkreślić jaki wzrost napięcia i niebezpieczeństwa w kraju, wywołują akcje protestacyjne “Solidarności”.

Kardynał Gulbinowicz odpowiada, że rząd musi się pogodzić z głębokim kryzysem zaufania. Jak wynika z relacji SB-ka, zdaniem księdza “ważnym jest, by propaganda docierała do najszerszych kręgów, do tych którzy myślą najprostszymi kategoriami. Nie można bez przerwy mówić: jest źle, a będzie gorzej. (…) Trzeba zawsze wskazywać nadzieję i szansę poprawy“. Nie można także straszyć społeczeństwa interwencją z zewnątrz. Przeciętny Polak, myśli bowiem w ten sposób: “po co nam pracować i wysilać się, kiedy przyjdą bolszewicy i wszystko zabiorą“.

Arcybiskup wrocławski twierdził w rozmowie z Czesławem Wiejakiem również, że rząd niepotrzebnie lansował jednorazowe, duże podwyżki cen. Jak czytamy w aktach SB, rozmówca krytycznie ocenił jednocześnie demonstracje mazowieckiej “Solidarności” w Warszawie. Miał powiedzieć, że jego zdaniem “działacze chcieli się po prostu popisać, by było o nich głośno jak o Wybrzeżu czy też Śląsku. (…) Niestety i tu znaleźli się ludzie o wybujałych ambicjach. Wiemy dobrze, kto to jest taki Rulewski” – dodał kardynał.

Jan Rulewski, działacz “Solidarności” na Wybrzeżu został pobity przez MO 19 maja 1981 roku, co wywołało tzw. kryzys bydgoski. 13 grudnia tego samego roku go internowano.

Pod koniec rozmowy z Czesławem Wiejakiem, która odbyła się kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego i przed zniknięciem z banku wspomnianych 80 milionów, kardynał dodaje, że władza musi przyjąć do wiadomości, że związek nie będzie wszystkiego akceptować.

Kościół nigdy nie ulegał władzy, zawsze zdecydowanie bronił swoich racji, a mimo to udało się wypracować pożyteczny system współżycia. Taki sam styl musi być wypracowany w przypadku “Solidarności” – pisze funkcjonariusz. Wtedy się to nie udało.

Po stanie wojennym

W 1982 roku komunistyczna władza podejmuje szereg działań aby odnaleźć zuchwałych złodziei 80 milionów. 1 marca raport do Czesława Kiszczaka przesyła ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej ds. SB płk Czesław Błażejewski. Na dołek trafiają wszyscy po kolei.

Komuniści wiedzą, że pieniądze z banku pobrali na pewno Piotr Bednarz i Józef Pinior. To oni podpisali się przecież na czeku w banku. Propaganda w Dzienniku Telewizyjnym opisuje, jak rzecznik finansowy Solidarności bawi się, za skradzione pieniądze w Pewexie we Wiedniu. Jednocześnie dobrze już wiedząc, gdzie pieniądze mogą się znajdować.

Jednym z pierwszych przesłuchanych w tej sprawie był Tomasz Surowiec. Były członek zdelegalizowanego prezydium Międzyzakładowej Komisji Związkowej NSZZ „Solidarność” oraz księgowi i były wiceprzewodniczący Bogusław Ziobrowski.

Jak widzimy w dokumentach Służby Bezpieczeństwa, które przetrwały na mikrofilmie dot. rozpracowywania kardynała Gulbinowicza, komuniści chcą wiedzieć dokładnie i po kolei co działo się z funduszami “S” już wcześniej. Dowiadują się między innymi, że 10 milionów złotych pobrane z kont związku w kwietniu, trafiło w ręce metropolity wrocławskiego. Czesław Kiszczak po latach miał przyznać w jednej z rozmów publikowanych w mediach, że władza od początku wiedziała, że również w zniknięcie 80 milionów zaangażowany musi być kościół. Nie przeszukano jednak żadnej parafii. Dlaczego?

Sprawę może wyjaśniać zeznanie złożone w marcu 1981 roku przez wspomnianego Tomasza Surowca. Jak czytamy w raporcie przekazanym wtedy Kiszczakowi: “Z całokształtu posiadanej w tej sprawie dokumentacji wynika, że nie można wykluczyć, iż kwota 80 milionów złotych została zdeponowana w Kurii Biskupiej“. Taką sugestię przekazał w trakcie przesłuchania Tomasz Surowiec.

Dzięki uzyskanym informacjom, SB mogło podjąć konkretne działania. Po pierwsze przekazać je wyżej. Bezpieka wiedziała już, że w sprawę jest bezpośrednio zaangażowany metropolita, a więc władza ludowa była upoważniona, by dalsze rozmowy na ten temat prowadzić bezpośrednio z kierownictwem episkopatu.

Planowano także przeprowadzić centralnie sterowaną akcję propagandową w prasie, radiu i telewizji, która miała na celu skompromitowanie związków hierarchii kościelnej z tzw. “ekstremą Solidarności“. SB zdobyło nawet pokwitowanie na owe 10 milionów, własnoręcznie podpisane przez ówczesnego skarbnika związku Tomasza Surowca oraz arcybiskupa Gulbinowicza.

Pułkownik Zenon Płatek i zabójstwa księży

Pieniędzy “Solidarności” nie udawało się jednak znaleźć. Ksiądz Henryk Gulbinowicz do dziś pokrętnie opowiada o tym, gdzie dokładnie były one ukryte. Mówi się jednak, że kuria na Ostrowie Tumskim ma wiele nieznanych nikomu skrytek.

80 milionów było rozdysponowywane między innymi na wypłaty dla represjonowanych działaczy. Pomoc otrzymali między innymi jeden z obecnych liderów PiS Adam Lipiński, Krzysztof Turkowski, Jan Waszkiewicz czy Piotr Bielawski i Jan Senia.

W lutym 1982 roku Henryka Gulbinowicza odwiedza płk Zenon Płatek. To ten sam funkcjonariusz, którego niektóre źródła łączą z zamachem na papieża Jana Pawła II w maju 1981 roku. Był także jednym z oskarżonych ws. zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki, ale został uniewinniony w 1994 roku.

Płatek przygotowuje się dobrze do rozmowy z wrocławskim hierarchą. Konsultuje się przed nią z kierownictwem Departamentu IV. Przed wyjazdem do Rzymu, SB chciało uświadomić kościołowi, że powinien mocniej włączyć się w proces stabilizacji sytuacji w Polsce. Funkcjonariusz sugerował także, że “szkodliwą utopią” jest myśl, że “Solidarność” mogłaby działać tak, jak przed 13 grudnia 1981 roku. Oberwało się i Lechowi Wałęsie. “Jego zaangażowanie religijne nie jest tak głębokie, jak to przesadnie demonstrował. Teatralny katolicyzm, z jakim się obnosił, był rezultatem manipulacji jego doradców, aby w ten sposób zbijać kapitał polityczny“.

Rozmowa płk Zenona Płatka i Henryka Gulbinowicza trwała dwie i pół godziny. Pretekstem do umówienia się na spotkanie było antyrządowe wystąpienie księdza Tyburczego, kapucyna z parafii św. Augustyna. Arcybiskup pozwolił SB porozmawiać z delikwentem oraz zapewnił, że podobne kazania już się nie powtórzą. Prosił by “rozmowa miała charakter kulturalny i delikatny“.

Proponował także, by pisemnie dostarczyć mu uwagi dotyczące wychowania młodzieży i obiecywał, że ogłosi to z ambony i dostarczy episkopatowi. Jednocześnie podkreślił, że władza powinna uwolnić ludzi ze świata nauki, bo to jego zdaniem wzmacniało złe nastroje społeczne.

Lech Wałęsa to dobry koń

Na koniec ksiądz Gulbinowicz dodał: “Panie pułkowniku! W sprawie “Solidarności” popełniliście zasadniczy błąd zaraz na początku. To się będzie wam mścić długo. Kiedy powstał ruch, trzeba było opracować mu status stricte związkowy. Szybko go zatwierdzić i pilnować, żeby jego działalność nie wykraczała poza ramy systemowe. Nie wiem czy to zwykła nieudolność, czy celowo zwlekaliście do grudnia?” – pyta retorycznie biskup. “Który z tak młodych ruchów nie popełnia błędów? Popatrzcie na swoją partię, która ma przecież kilkudziesięcioletnią tradycję. Tylko z dystansu historycznego możliwa będzie obiektywna ocena jej dokonań” – mówi do Zenona Płatka Henryk Gulbinowicz.

Po chwili na pytanie, czy udziela wsparcia finansowego lub moralnego “ekstremistom” odpowiada: “Kościół to oaza wolności ustrojowej. Sam dałem 1500 złotych żonie internowanego”. Jak mówi dalej Gulbinowicz – to nonsens, że w murach katedry ukrywają się działacze “Solidarności”. “Owszem, zdarzają się panie pułkowniku pańscy ludzie z różnymi prowokacyjnymi ofertami. Do tych spraw nie przywiązuję większego znaczenia“.

Kościół to stary wróbel. Nim na kogoś postawi, długo się zastanawia. W przypadku Wałęsy chyba postawił na dobrego konia” – mówi Henryk Gulbinowicz o liderze “S”. “Nie wykluczone, że jak zajdzie potrzeba, to kościół skoryguje swoje stanowisko” – dodał po dłuższej rozmowie i dyskusji z pułkownikiem SB.

Po przeprowadzeniu tej rozmowy, funkcjonariusz który kilka lat później miał być zaangażowany w zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki stwierdza, że przebiegła ona w przyjaznej atmosferze. Uznał, że otrzymał dobre rady od metropolity, a on sam był momentami wylewny. W ocenie SB-ka ksiądz aluzyjnie zachęcał do kontaktów, przepraszając, że w kurii nie podaje się herbaty. Ostatnie zdanie raportu Zenona Płatka “Dialog należy kontynuować” stało się tytułem książki Rafała Łatki z IPN nt. rozmów kardynała Gulbinowicza z SB.

Kolejną rozmowę na temat “Solidarności” i zaginięcia 80 milionów z Henrykiem Gulbinowiczem przeprowadza płk Czesław Błażejewski. Trwała cztery godziny. Ordynariusz zaprzeczał cały czas, jakoby miał cokolwiek wspólnego z ową kwotą.

Błażejewski wspomniał o dowodach, jakie ma na to, że pieniądze są ukryte w murach kurii. Wśród nich były wspomniane wcześniej zeznania Tomasza Surowca, który w 1988 roku podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Błażejewski podczas rozmowy grozi Henrykowi Gulbinowiczowi prokuraturą za pomoc w przestępstwie. Gdyby udowodniono księdzu, że choćby pożyczył pieniądze od “Solidarności”, wtedy komuniści mogliby wtrącić działaczy do więzienia za przestępstwo skarbowe i nieodprowadzenie podatku.

W trakcie trwania śledztwa rozpadały się dawne sojusze. Wokół 80 milionów zaognił się konflikt między Władysławem Frasyniukiem, ówczesnym liderem Regionalnego Komitetu Strajkowego Dolny Śląsk a Kornelem Morawieckim, twórcą Solidarności Walczącej. Plotka głosi, że poszło właśnie o pieniądze, których Frasyniuk nie chciał dać Morawieckiemu na działania siłowe wobec władzy PRL.

Gulbinowicz: “Pożyczyłem 10 milionów”

W 2017 roku Henryk Gulbinowicz pytany o zniknięcie 80 milionów już nie zaprzeczał, że rzeczywiście je ukrył. – Ja nie wiedziałem, szczerze mówiąc, że oni są tacy bogaci. Kiedy wypłacono te 80 milionów, to znaleźli się bez wyjścia. No bo, komu to dać na przechowanie? Przyjechali więc do mnie bez zapowiedzenia. Nie byłem przygotowany. Dotarli takim buskiem i vis-à-vis rezydencji, taka stara baba fotografuje wszystkich, którzy do mnie przychodzą. Więc jak weszli, to ich pytam: sfotografowali was? Nie mieli pojęcia o co mi chodzi.

Byli przygotowani, bo tablice mieli nawet przemalowane na fałszywe numery. Nie wiedzieli jednak, że cała rezydencja jest na podsłuchu. Pokazałem więc im palcem na usta, że mają być cicho. Zrozumieli na szczęście. I mówią: przyjechaliśmy złożyć uszanowanie. Ja na to: dobrze, że przyjechaliście. I tak sobie rozmawialiśmy kompletnie nie do rzeczy. Wiesz pan, ile to miejsca zajmuje 80 milionów?

Powiedzieli mi na ucho, że to skarb, który otrzymali dzięki dyrektorowi banku. Został przez to skrzywdzony, bo nie zastosował się do poleceń rządu. Wyrzucili go później z pracy. Ja też mogłem mieć problemy. Miałem 40 szpiegów wokół mnie. Wiedziałem, że to są siostry zakonne i duchowni i świeccy. Dlatego też zostawiłem walizki na dole, żeby ich nie taszczyć wszędzie ze sobą. Trzeba było przecież znaleźć jakieś miejsce… Przy pomocy mojego sekretarza, który teraz jest biskupem w Kaliszu schowaliśmy to. Mowa była o bp Edwardzie Janiaku, który 17 października 2020 roku, na ręce papieża Franciszka złożył rezygnację z pełnienia urzędu. Oskarżono go o krycie przestępstw seksualnych wśród duchowieństwa.

– A gdzie? – dopytywałem starego kardynała. Rozbawiło go moje pytanie.

Nie mogę powiedzieć. Bo ja tam już nie mieszkam. Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie znajdowało się to poza miejscem mojego zamieszkania.

– Nie bał się ksiądz?

Bałem się. Odwiedził mnie kiedyś taki pułkownik SB… bo ja pożyczyłem od nich 10 milionów… na budowę kościoła…

Watykan

Na początku listopada 2020 roku nuncjusz apostolski w Polsce ogłosił, że emerytowany kardynał Henryk Gulbinowicz jest winny molestowania seksualnego. Decyzją papieża Franciszka, były metropolita wrocławski nie będzie pochowany w katedrze na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i nie może używać insygniów biskupich. Musi zapłacić także odpowiednią sumę pieniędzy na rzecz kościelnej fundacji wspierającej ofiary księży. Kardynała Gulbinowicza oskarża się ponadto o krycie pedofilii w polskim kościele.

Na razie jednak tylko jemu, jako jedynemu tak wysoko postawionemu hierarsze, zarzucono i udowodniono wykorzystanie seksualne wówczas szesnastoletniego Karola Chuma (wł. Przemysław Kowalczyk). Wrocławska kuria arcybiskupia oraz historyk IPN Rafał Łatka zarzucają Henrykowi Gulbinowiczowi także współpracę ze PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa. Watykańska gazeta L’Osservatore Romano ujawniła szczegóły tych oskarżeń.

Kardynał Henryk Gulbinowicz zmarł 16 listopada 2020 roku o godzinie 10.40 we Wrocławiu.

Piotr Kaszuwara

Dziennikarz. Od wielu lat współpracownik wielu polskich redakcji. Między innymi Polskiego Radia we Wrocławiu, Programu 1, 2 oraz 3 Polskiego Radia, Money.pl, Polsat News i Onet.pl,.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *